piątek, 1 lutego 2019

nothing kills man faster than his own head



W końcu dotarłam do momentu, w którym mogę pochwalić się odnalezieniem książki lepszej od filmu.


Wierzę w moc kinematografii. Jestem z pokolenia dzieciaków, które uwielbiają filmowe adaptacje książek i potrafię filmowym twórcom sporo odstępstw od treści słowa pisanego wybaczyć, pod warunkiem, że obraz - który stworzą - będzie na takim poziomie, aby zaspokoić moje wizualne potrzeby. Nie jest łatwo, ale na przykład za czasów mojego dzieciństwa, reżyserzy Harry'ego Potter'a przy niemalże każdej ekranizacji łapali mnie za serduszko, odbierając krytyczny rozsądek... Spójrzmy prawdzie w oczy: byłam po prostu słabym krytykiem. Łykałam to, co podawano mi na tacy jak młody pelikan, a jedyną osobą, dzięki której uwielbiałam i oglądałam te filmy była Emma Watson. (Błagam nie każcie mi rozwijać tego wątku).

Wróćmy jednak do książki. Dlaczego w ogóle ją przeczytałam? Dlaczego zdecydowałam się na wersję oryginalną, a nie polski przekład? Jako absolwentka studiów, podczas których język angielski dominował w trakcie zajęć, poczuwam się do obowiązku czytania literatury brytyjskiej i amerykańskiej w możliwie jak najbardziej surowej formie. Po coś w końcu na te studia poszłam. Trzymam się więc tego "drugiego" języka niczym tonący brzytwy i nawet, kiedy niejednokrotnie sprawia mi to wysiłek psychiczny i ból istnienia, po prostu czytam. Po angielsku. Bo zwyczajnie boję się, że tracąc kontakt z językiem, z którym wiążę całą swoją przyszłość - po prostu go zapomnę. 

Mogłabym napisać, że sięgnęłam po omawiany dziś tytuł dobrowolnie, z polecenia, albo przez przypadek, żeby nie dopisywać kolejnej bezwartościowej historii związanej ze zwyczajnym faktem pożarcia kolejnej książki. Jednak nie byłoby to prawdą. Sięgnęłam po tę książę, ponieważ jej okładka (wciąż wierzę, że nie bez powodu), pojawiła się w wizualnej oprawie teledysku stworzonego na potrzeby coveru piosenki "Cancer", w wykonaniu twenty one pilots. Nie pytajcie dlaczego, ale pewnego dnia postanowiłam, że przeczytam dosłownie każdą książkę z listy wszystkich pozycji, jakie udało się odnaleźć fanom podczas dokładnego studiowania klipu.


Wspomniana lista książek jest dość okazała i prezentuje się następująco:

All My Sons - Arthur Miller
1984 - George Orwell 
One Flew Over the Cuckoo's Nest - Ken Kesey
Chronic Depression - Fritz Renner (not an actual book but he has several publications relating to depression and abnormal psychology, works with the Cognition and Brain Sciences Unit at Cambridge)
Slingshot - Tobias Klausmann
The Big Sleep - Raymond Chandler
Perfume: The Story of a Murderer - Patrick Suskind
Correct English: Reality or Myth? - Geoffrey Marnell
The Outsiders - S. E. Hinton
Grimm's Fairy Tales
Why We Build - Rowan Moore
The Epic of Gilgamesh
Make a Decision, Make it Happen - Elise Hutley
On Growing Up - Paul Pacey
Carrie's War - Nina Bawden
The Odyssey - Homer
Clip Stamp Fold - Beatriz Colomina
On The Road - Jack Kerouac
What A Carve Up! - Jonathan Coe
To Kill A Mockingbird - Harper Lee
The Secret History - Donna Tartt
War & Peace - Leo Tolstoy
According to Mark - Penelope Lively
[The Mystery of Edwin] Drood - Charles Dickens
A World of Strife - A.J. Strife
Delirious New York: A Retroactive Manifesto for Manhattan - Rem Koolhaas
The Outsider [also titled The Stranger] - Albert Camus
The New York Trilogy - Paul Aster
I Dream In White: A Midwinter Romance - Charlotte Whitney

Przeczytanie "Lotu nad kukułczym gniazdem" to jedno z ciekawszych przeżyć, jakie dane mi było doświadczyć. Kesey niejako zamyka swoich czytelników w murach szpitalnych i o dziwo stwarza takie jego realia, że całkiem miło się do niego powraca. W trakcie czytania z uporem maniaka zakreślałam ukryte na łamach książki uniwersalne prawdy na temat życia i walki człowieka - z absurdalnością świata, społeczeństwa i jego ramami społecznymi. Dzieło Kesey'a ukazuje przerażające aspekty życia w społeczeństwie, w którym to ludzie odmienni, traktowani jako gorsi, nic nie warci, chorzy, trafiają na silną jednostkę propagującą indywidualizm, walkę o swoje prawa i godności. McMurphy stał się symbolem szansy na pokonanie własnych słabości i przezwyciężeniu lęków. Brzmi znajomo? Fani twenty one pilots z pewnością znajdą w tej książce mnóstwo podobieństw w znanych już tekstach wspomnianego zespołu. Przeczytanie dzieła Kesey'a po raz kolejny utwierdziło mnie w przekonaniu, że lista książek w klipie do coveru "Cancer" pojawiła się w nim nieprzypadkowo. 

Kesey podzielił strukturę książki na cztery główne części, dawkując czytelnikowi ilość zaskakujących wrażeń aż do szokującego klimaksu, którego wpływ zostaje w człowieku chyba już do końca życia. Książka uznawana jest za sztandarowe dzieło kontrkultury hippisowskiej oraz epoki Beat Generation. Kesey podobnie jak inni beatnicy, zażywał środki psychodeliczne takie jak LSD czy meskalina, by lepiej odzwierciedlić przemyślenia w głowie postaci, z której perspektywy opowiadana jest historia. Historia, do której opisania inspiracją były wydarzenia, jakich był świadkiem podczas pracy jako sanitariusz na nocnej zmianie. To właśnie dzięki tej pracy mógł - w tajemnicy przed władzami szpitala - poddać się elektrowstrząsom, w celu dokładniejszego opisania przeżyć pacjentów podczas terapii elektrowstrząsowej.

Ciekawostką jest kwestia tytułu książki. Angielski wyraz "cuckoo" oznacza nie tylko kukułkę, ale również wariata, obłąkanego, stukniętego. Lot nad kukułczym gniazdem można więc odczytywać jako lot nad miejscem, w którym przebywają ludzie odrzuceni przez społeczeństwo niczym kukułcze jajo. 

Mimo, że pozaznaczałam sobie w książce naprawdę wiele fragmentów, wspomnę tylko o jednym, który odnosi się do stwierdzenia, że nic nie zabija człowieka szybciej niż jego własny umysł. Nie ma ludzi normalnych. Każdy z nas ma swoje przyzwyczajenia, często dziwne, niezrozumiałe, bądź budzące drwiący uśmieszek czy zdziwienie innych. Każdy z nas ma lęki, fobie, jest dziwny w mniejszym, lub większym stopniu. 

Film choć dobry, nie jest tak doskonały jak książka, o czym pisałam na samym początku. Jack Nicholson co prawda błyszczy na ekranie, doskonale wcielając się w rolę McMurphy'ego, ale jest to chyba jedyny aktor, dla którego warto obejrzeć tę adaptację. Jeśli tylko będziecie mieli okazję przeczytać książkę, zróbcie to przed obejrzeniem filmu. To powieść, której nieprzeczytanie po prostu trzeba nadrobić.