czwartek, 9 stycznia 2020

{ przemyślenia? } Star Wars



Planując zarys dzisiejszego wpisu doszłam do wniosku, że bardziej mainstreamowego tematu nie mogłam wymyślić, zważywszy na fakt, iż dopiero co na ekrany kin weszła ostatnia część sagi Gwiezdne Wojny. Uznałam jednak, że to odpowiedni moment na refleksje, zwłaszcza, że jestem bliska popełnienia kolejnej impulsywnej decyzji dotyczącej wytatuowania (droida) BB-8 gdzieś na lewej ręce. Dlaczego na lewej, a nie na prawej - pewnie wypowiem się na ten temat za jakiś czas, ale dzisiaj o czymś innym. Za co kocham Star Wars? I czy da się wyczerpać ten temat w kilku akapitowym tekście? Sprawdźmy.




Na samym wstępie?? Muszę uprzedzić każdego #hardcore fana sagi - jestem piknikiem. Mimo, że Star Wars przewija się w moim średnio-popkulturowym życiu nerda odkąd pamiętam, nigdy - oprócz obejrzenia wszystkich części głównego cyklu filmów - poza małymi wyjątkami (Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie 2016, Han Solo: Gwiezdne wojny – historie 2018), nie miałam do czynienia z wieloma materiałami z tak zwanego Expanded Universe.

Nie zmienia to faktu, że jako dziecko flexowałam posiadaniem budzika inspirowanego sagą, a gdy do kin wchodziły kolejne ekranizacje, z trudem odmawiałam sobie kupna sieciówkowego merchu. W mojej szafie znajdziecie więc cały asortyment odzieżowy inspirowany Star Wars - od t-shirtów, przez piżamy, rękawiczki, na skarpetkach kończąc.

Abstrahując jednak od popkulturowej odzieżówki, której posiadaniem z pewnych względów światopoglądowych gardzę, pozwólcie, że wymienię rzeczy, które definitywnie wpłynęły na zakochanie się mojej osoby w tej dziwacznej historii rodem z kosmosu.

LEIA ORGANA


Mimowolnie uśmiecham się przy każdej wzmiance jej imienia. Leia Organa jako pierwsza wydeptywała ścieżkę dla mocnych kobiecych postaci. Pierwszy film z jej udziałem, "Nowa nadzieja", miał premierę w czasach, kiedy wyemancypowane, mocne bohaterki były rzadkością. Leia, choć co prawda zaczynała jako "księżniczka", którą należało uratować - w przeciwieństwie do większości bohaterek tego typu - była inteligentna, empatyczna i... bezczelna. Dzięki tym cechom charakteru - z czasem - Leia stała się ikoną feminizmu. Jej wizerunek posłużył twórczyniom The Resistance - ruchu sprzeciwiającego się nieszanowaniu praw kobiet. Twarz Leii pojawił się m.in. na koszulkach i plakatach przygotowanych na Marsz Kobiet.

Leia to nie jedyny element feministyczny uwidaczniający się w filmach Star Wars. Warto chociażby wspomnieć, iż z filmu na film, zmieniał się procent udziału kobiet w dialogach. Zgodnie z badaniami inżyniera z USC, Shri Narayana (wykorzystującego moc sztucznej inteligencji, by określić, jaki procentowy udział w dialogach w danym filmie ma określona grupa bohaterów), w „Nowej nadziei” odzywali się właściwie wyłącznie biali mężczyźni, kobiety odpowiadały za 6,3 proc. dialogów. Dla odmiany, w „Przebudzeniu mocy” jest to już 28 proc. wszystkich wypowiedzi.



W tym samym filmie dialog zdał również test Bechdel. Pomyślny wynik testu oznacza, że co najmniej dwie bohaterki rozmawiają o czymś innym niż mężczyźni. Badania Narayana wskazują także na powolną dywersyfikację rasową w „Wojnach…”. Aż 40 proc. dialogów w „Przebudzeniu mocy” wygłaszają bohaterowie o kolorze skóry innym niż biały.

Zmiany na ekranowym świecie są ważne między innymi dlatego, iż "Gwiezdne wojny" mają ogromny wpływ na kształtowanie się sposoby postrzegania świata przez widzów.

SW ŁĄCZY POKOLENIA

Podobnie jak każda kultowa saga. Mimo to, wizyty w kinie tuż po premierze filmu to ten rodzaj doświadczenia, które silnie zapada mi w pamięć. Zamiast skupiać się na filmie, pozwalałam sobie momentami zerkać w stronę starszego mężczyzny, który dosłownie rozpłakał się na jednej scenie, tuż obok siedziała jego wnuczka. Ten rozstrzał wiekowy dostrzegany wśród widzów to prawdziwy dowód na to jak wielkim fenomenem popkulturowym jest ten film na skalę światową. Starsi widzowie zarażają miłością do sagi swoje dzieci, a saga sama w sobie to unikalna płaszczyzna umożliwiająca sieć porozumienia między całymi pokoleniami.

JEST TEŻ... CIEMNA STRONA MOCY



Tak jak wspominałam wyżej, gardzę swoją słabością do kupowania gadżetów filmowych. W good ol' days pierwszych nakręconych części, kiedy podsycanie konsumpcjonizmu nie pełniło pierwszorzędnej roli, fabuła była stosunkowo nieskomplikowana, piękna w prostocie, z głównym motywem walki dobra i zła.

Nie chcę tu rozpisywać się o szkodliwości lub nieszkodliwości oprawy marketingowej, jednakże nie sposób nie zauważyć pewnej zależności wraz z "rozwojem" kina i jego możliwości, które - wbrew temu, co mogą sugerować uniwersyteckie badania dotyczące wpływ na widza - kierowane są w 99,9% na zarobek. Współczesny widz jest głodny - efektów specjalnych, rozbudzających emocje dźwięków - to wszystko rzecz jasna podane ma na tacy przez korporacyjnych gigantów, jednakże kosztem treści i sensu, które w otoczce pięknych ujęć i niespotykanych we wcześniejszych częściach zabiegów po prostu się rozpływają. Może i bezwiednemu konsumentowi to nie przeszkadza, osobiście jednak, po opuszczeniu sali kinowej czułam się pozostawiona z pytaniami bez odpowiedzi i wątkami, które można byłoby skończyć bądź rozwinąć.

TAKA TAM, STRZELANINA W KOSMOSIE - CZY ABY NA PEWNO?



Kiedy zdarza mi się rozmawiać z ludźmi, których nie kręci fantastyka, często dowiaduję się, iż saga kojarzona jest przez nich głównie z "ufoludkami", laserami (chodzi o miecze świetlne) i pospolitą strzelaniną w kosmosie. Mimo, że jest w tym trochę prawdy, a filmy bywają momentami niedoskonałe (na co najbardziej zaangażowani fani, chcąc nie chcąc muszą przymykać oko), Star Wars to coś więcej. Znajdziemy tu archetypy i motywy obecne w klasycznej literaturze, a także odwołania do teologii i antycznej epiki heroicznej.



Są to produkcje na tyle uniwersalne, że każdy znajdzie coś dla siebie - więc jeśli tak jak ja lubisz analizować postęp kinematograficzny i technologiczny, szukać nawiązań do innych dzieł, poplątane teorie i jednocześnie lekkie, niezobowiązujące kino będące przyjemną ucieczką od rzeczywistości - nie wiem na co czekasz. Dopisz tę franczyzę do swojej listy "must watch" i w wolnym czasie zafunduj sobie kilkuetapową podróż w odległą galaktykę.

Podsumowanie: Nie da się wyczerpać tematu w kilku-akapitowym tekście.