sobota, 25 maja 2019

zabić drozda

 
Moje odczucia po przeczytaniu tej książki są dziwne. Odnoszę wrażenie, że czegoś mi brakuje, ale to nawet dobrze - powstała kolejna część, opowiadająca dalsze losy bohaterów, z którymi tak bardzo się zżyłam. Czy "Zabić drozda" to pozycja, z którą polecam się zmierzyć?


Tak. 

Jeśli lubicie lektury, których akcja rozwija się powoli, książki pełne uniwersalnych prawd i takie, które właściwie opowiadają o wszystkim i o niczym. 

Taka właśnie jest ta książka. 

Tematy poruszane przez Harper Lee są (niestety) ponadczasowe, a opisywane problemy żywe, tak jakby autorka wydawała ją przed miesiącem, a nie w latach 60-tych. Bezsilność wobec nietolerancji i niesprawiedliwości to coś, co towarzyszy nam na każdym kroku. Zupełnie nie wiem jak czuć się z faktem, iż całość opowiedziana oczami małej dziewczynki stała się jednocześnie tak bliska mojemu sercu - czy to oznacza, że sama nadal mam w sobie wiele z dziecka? 

Książka ta, pomimo wyjątkowo smutnej treści (uświadamiającej czytelnika o braku wpływu jednostki na zachowania większości), posiada czynnik, który daje nadzieję na lepsze jutro. Tą nadzieją jest ojciec głównej bohaterki - ponadprzeciętnie inteligentny, odważnie broniący własnych przekonań, będący wzorem nie tylko dla butnych dzieci, ale i czytelnika. Lee stworzyła na łamach swego dzieła postać idealną, niezłomną, wzorzec uczący szacunku do drugiego człowieka. Osobę, dla której warto wracać do tej książki i w momencie kryzysu wiary we własne przekonania. 

 
Powieść amerykańskiej pisarki to kolejna książka w mojej biblioteczce, która opowiada o samotnym stawianiu czoła absurdalnym zagrywkom większości społeczeństwa i jednocześnie uczy szacunku dla opinii ludzi, nawet w sytuacji, kiedy popełniają błąd lub nie mają racji. 

Uważam, że właśnie takich książek brakuje w spisie lektur omawianych w polskich szkołach. O ile mnie pamięć nie myli, wciąż tkwimy w tematyce powstań, których głównym celem jest utwierdzenie młodych czytelników w poczuciu niesprawiedliwości i niechęci wobec oprawcy. Brakuje lektur, które pomimo pozornie prostego przekazu uczą o tolerancji i czystości sumienia. Takich, które z punktu widzenia niektórych ludzi mogłyby wydawać się p r o b l e m a t y c z n e, ponieważ w naszym kraju słowo t o l e r a n c j a wciąż miewa boleśnie negatywny wydźwięk, a s z a c u n e k wobec odmiennych poglądów traktowany jest jak słabość. 

Te przykre spostrzeżenia mogą dać do myślenia tym, którzy twierdzą, że żyjemy w rozwiniętym kraju. To zależy pod jakim względem rozwiniętym. Mentalnie wciąż blisko nam jako społeczeństwu do amerykańskiego ducha lat trzydziestych XX wieku. Obserwując to, co się dzieje wokół mnie, nikomu nie spieszy się do zaburzenia monotonności, którą od czasu do czasu zakłócają nieprzewidywalne wydarzenia. Pytanie czy warto pozostać obojętnym czy otwarcie o tym mówić?



Gorąco polecam Wam również ekranizację książki z 1962 roku. Jest to film, który w 99% odzwierciedla wydarzenia zawarte w lekturze, co zaskoczyło mnie naprawdę pozytywnie. Filmy z lat 60-70 to totalnie inny poziom w porównaniu do tego, co oferowane jest na wielkim ekranie współcześnie, ale mój zachwyt nie powinien nikogo dziwić zwłaszcza po wpisie "mam coś z filmami z lat 70-tych..."