piątek, 24 maja 2019

mam coś z filmami z lat 70-tych...



Jeśli jeszcze nie słyszeliście o tytułach takich jak "La Piscine" (1969) czy "Salvare la faccia" (1972), nadróbcie zaległości, ponieważ dzisiejszy artykuł poświęcony będzie głównie tym dwóm perełkom. Są to filmy, które mogłabym oglądać na okrągło bez przerwy i chociaż wciąż nie mogę zrozumieć ich fenomenu, w dniu dzisiejszym postaram się rozłożyć pewne elementy charakteryzujące obie ekranizacje na czynniki pierwsze. Nie przedłużając, serdecznie zapraszam do czytania!




Zarówno "Basen" jak i "Psychout for Murder" (tak, napisałam popularniejsze wersje tytułów z nadzieją, że skojarzycie je z Tumblra czy Pinteresta) są idealnymi przykładami triumfu ery filmu barwnego, zapoczątkowanego pod koniec lat czterdziestych za sprawą firm takich jak Technicolor czy Kodak. W okresie powstania omawianych produkcji, niemalże 90% wszystkich filmów Hollywood było kolorowych (i tu mała ciekawostka, w Polsce barwne filmy pełnometrażowe swój oficjalny debiut miały w 1953 roku wraz z premierą "Przygody na Mariensztacie").



Jeśli myślicie, że obfity dorobek reżysera świadczy o dużym talencie, spróbuję wyprowadzić Was z błędu. Reżyser pierwszego tytułu, Jacques Deray nazywany jest Hitchcockiem francuskiego kina. Zaczynał jako aktor, by na początku lat 60. rzucić karierę na rzecz asystowania Gillesowi Grangierowi czy Luisowi Bunuelowi. Zadebiutował w 1960 wraz z "Le Gigolo". Fascynowało go kino amerykańskie i wielkie filmowe gwiazdy, znany był również ze swej drobiazgowej techniki. Ma na koncie ponad dwadzieścia filmów kryminalnych i filmów akcji.



W przeciwieństwie do Deraya, Rossano Brazzi nie zrezygnował z kariery aktorskiej (zagrał w ponad stu filmach), a w ciągu całego swojego życia wyreżyserował zaledwie trzy filmy. Mimo to, gdybym miała porównać obie ekranizacje ze względu na fabułę, wyżej oceniłabym "Salvare la faccia" - w całym swym komizmie kina niskich lotów (wymagający kinoman mógłby posądzić Brazzi'ego o bad writing) - historia Licii przypadła mi do gustu bardziej niż perypetie mieszkańców idyllicznej willi umiejscowionej na francuskiej riwierze. To dość ciekawe osobiste odczucie, zważywszy na to, iż "La Piscine" wraz z takim reżyserem i taką obsadą (Romy Schneider, Alain Delon, Maurice Ronet, Jane Birkin) można byłoby dopisać do listy ekranizacji ikonicznych. 

Odwrotnie niż w przypadku "Basenu", "Psychout for Murder" nie należy do filmów znanych (mimo, że odpowiada za niego tak znana postać włoskiego kina). Wyjątkowo trudno określić też  jego gatunek - jest to mieszanka thrilleru, horroru i dramatu psychologicznego. Już sama scena otwierająca, która ukazuje stosunek dwojga młodych ludzi w rytm przedziwnie optymistycznie brzmiącej (jak na jej słowa) piosenki "Love your neighbor as yourself! KILL THEM, alright! KILL THEM, alright!" (w wolnym tłumaczeniu: kochaj bliźniego jak siebie samego! ZABIJ GO, dobrze! ZABIJ GO, dobrze!"), może sugerować szaleńczy wydźwięk całego dzieła. Dlaczego (pomimo zachwytu) uważam produkcję tę za kino niskich lotów? Brak w nim logiki czy chociażby wydarzeń przyczynowo-skutkowych. Motywy (których nie będę tu zdradzać) bohaterów są kompletnie oderwane od rzeczywistości, postprodukcja również zdaje się jednym wielkim eksperymentem, chociaż w tym przypadku twórcy należą się ukłony. Chaotyczne przerzucanie ujęć tylko uzewnętrznia szaleńczy ton filmu, z kolei aktorka wybrana do roli Licii to strzał w dziesiątkę. Postać ta przyćmiła wszystkich aktorów z dużym doświadczeniem, mimo, że zaledwie dwudziestokilkuletnia Adrienne La Russa dopiero co rozpoczynała swoją karierę w filmie. Określenie "Salvare la faccia" nieoszlifowanym diamentem to zdecydowane nadużycie (jednakże wyjątkowo trafne, zważywszy na to jak bardzo fascynujący i niejasny jest ten film). Jego zdecydowaną siłą jest scenariusz trzymający w napięciu aż do samego końca, co nie powinno nikogo dziwić, zważywszy na jego twórców. Scenariusz tworzony był bowiem we współpracy z wybitnymi twórcami włoskiego kina grozy - Renato Polselli i Piero Regnoli oraz Diana Crispo. Autorem zdjęć jest Luciano Trasatti, natomiast za muzykę - kolejny istotny element filmu, który dodatkowo potęguje napięcie w odpowiednich momentach kreując niesamowity nastrój - odpowiadał utalentowany, choć mało znany włoski kompozytor, Benedetto Ghiglia.


Nie znajdziecie opisu "Salvare la faccia" na Wikipedii, ani też wydania tego filmu w fizycznej formie. Gdyby nie wspomniane wcześniej Pinterest/Tumblr, pewnie nigdy bym nie zetknęła się z tym tytułem. Nie bez powodu zresztą pojawił się na mediach społecznościowych poświęconych inspiracjom. "Salvare la faccia" to wyjątkowo piękny wizualnie kawałek kina. Jego piękno idealnie kontrastuje ze smutnym przekazem, niejako przykrywając całą brzydotę i szaleństwo przedzierające się przez skórę bohaterów. Możecie go znaleźć w dobrej jakości (i z angielskimi napisami) na YouTube, o tutaj.



Przeciwieństwem do tajemniczego i niedocenionego "Psychout for Murder" jest "Basen", który po 45 latach od debiutu na wielkim ekranie dosłownie obrósł legendą. Widzowie zachwycają się uniwersalnością opowieści Deraya, bajeczną scenografią i wizualnie przyjemnym dla oka charakterem filmu. Mamy tu do czynienia z subtelną sugestią pozbawioną zbędnych dialogów, gdzie wszystko na pozór (podobnie jak w produkcji Rossano Brazzi) zdaje się idealne, mimo, że w rzeczywistości przesiąknięte jest do szpiku kości zepsuciem. Narracja filmu jest powolna, a letni, leniwy klimat luksusowej willi można odczuć na własnej skórze co mnie osobiście po pewnym czasie nużyło.

Główni aktorzy kilka lat przed premierą filmu stanowili jeden z najbardziej burzliwych związków w europejskim świecie filmowym, co tylko ułatwiło francuskiemu reżyserowi ukazanie chemii pomiędzy bohaterami - ich fizyczna namiętność, a także wolno rozwijające się napięcie pomiędzy nimi towarzyszą widzowi przez całą, równie niespieszną narrację filmu. 

Pomimo powolnie rozwijającej się akcji i dość banalnej puenty, znanej głównie ze sztuk teatralnych, warto obejrzeć oba filmy. "Basen" stara się zniewolić widza pięknymi obrazami, mnie nie zniewolił. Mnie osobiście znużył i udowodnił, że jestem nad wyraz wymagająca, jeśli chodzi o sztuczki kina.